REKLAMA

NA STANOWISKU
SPIESZ SIĘ POWOLI



MUSIMY ZAAKCEPTOWAĆ NOWĄ RZECZYWISTOŚĆ PRAWNĄ. WYGLĄDA JEDNAK NA TO, ŻE W PARU PRZYPADKACH ZMIANY SĄ KONIECZNE, A WYMUSI JE RZECZYWISTOŚĆ ŁOWIECKA.
We wszelkiego rodzaju mediach łowiectwo przestało być nareszcie tematem dyżurnym. Znowelizowanie ustawy Prawo łowieckie zakończyło wielotygodniową, upośledzoną debatę nad polskim łowiectwem. Błoga medialna cisza jest jednak od czasu do czasu mącona informacjami o konieczności zmiany dopiero co uchwalonych przepisów. Na pierwszy ogień poszły, czego zresztą wszyscy myśliwi się spodziewali, szkody łowieckie. Nowe komisje od szacowania szkód nie wszędzie działają tak, jak trzeba. W wielu gminach sołtysi odmawiają udziału w szacowaniu szkód. Robi się niepotrzebny bałagan powodujący duże niezadowolenie rolników. Nawet minister środowiska nie wyklucza nowelizacji ustawy w zakresie przepisów dotyczących szacowania szkód. W okresie majowym w wielu kołach odbywają się coroczne walne zgromadzenia. W tym roku koła wybierają delegatów na okręgowe zjazdy delegatów. Z wyborem nie powinno być większych problemów. Trudno tylko przewidzieć, co się stanie z kołami, których zarząd złoży dymisję w obawie przed finansową odpowiedzialnością w przypadku likwidacji koła. A może się zdarzyć, że wobec wspomnianego już realnego zagrożenia finansów członków zarządów i ich rodzinnego majątku chętnych na objęcie wakatów nie będzie. Czyżby kolejny paragraf do nowelizacji? Wielu polujących kolegów nie może się pogodzić z nowym ograniczeniem prawnym dotyczącym udziału w polowaniach „dzieci” do lat osiemnastu. Dla wielu myśliwych udział szesnasto – siedemnastoletniego wnuka czy syna w polowaniu był nie tylko okazją do przekazania tradycji myśliwskich, ale również dawał możliwość udzielenia pomocy na polowaniu. Ponadto wspólne polowania stanowiły dla rodzica i dziecka znakomitą sposobność do spędzenia kilku godzin razem na łonie natury. Polowania dawały im szansę na znalezienie wspólnego języka, zainteresowań i uszanowanie autorytetu rodzica – rzecz obecnie bezcenną w wychowaniu dzieci. Wobec oficjalnego stanowiska wielu myśliwych deklarujących wręcz zamiar ignorowania wspomnianego przepisu nie ma innej możliwości niż doprowadzenie do jego nowelizacji.

W niedalekiej przyszłości koła czeka wprowadzenie nowych zasad odnawiania umów dzierżawnych. Nikt nie wie, jak będzie wyglądało przedłużenie wspomnianej umowy w świetle paragrafu znoszącego pierwszeństwo dotychczasowych dzierżawców i zarządców w podpisaniu nowej umowy dzierżawnej. Czy tak sformułowany zapis nie stworzy zbyt dużej dowolności w wyborze nowego gospodarza obwodu? I pytanie najważniejsze: jakie kryteria wspomnianego wyboru zostaną przyjęte? I wreszcie na koniec badania lekarskie. Nie można się nie zgodzić z twierdzeniem, że osoba posiadająca broń palną i jej używająca powinna być zdrowa psychicznie i fizycznie. Mimo że wielu myśliwych starszych wiekiem, mając świadomość własnych zdrowotnych ułomności, doskonale się kontroluje, to potwierdzeniem zdolności do używania broni będzie orzeczenie lekarskie. Moje wątpliwości budzi cena badania trwającego w sumie kilka godzin, oscylująca w granicach 500 zł. W obecnych realiach świadczeń emerytalnych dla wielu starszych myśliwych wydatkowanie takiej kwoty nawet co pięć lat może być po prostu trudne. Nie sposób ocenić, jakie jeszcze „słabości” nowego Prawa łowieckiego pokaże myśliwska rzeczywistość, ale wygląda na to, że pośpiech, jaki zafundowali sobie parlamentarzyści przy pracy nad przepisami wspomnianej ustawy, nikomu nie wyjdzie na dobre.

Z CZYM DO LASU
EL O-RANGE



Pomarańczowa lornetka Swarovski EL O-Range ma wszystkie te cechy, którym linia EL Range zawdzięcza swoją popularność. Są nimi szerokie pole widzenia, imponująca ostrość obrazu, doskonałe odwzorowanie kolorów oraz wysoki poziom transmisji światła. Cechy te przekładają się na możliwość bezbłędnego rozpoznania każdego szczegółu obserwowanych obiektów. W połączeniu z precyzyjnym pomiarem odległości i pomiarem kątowym zapewnianym przez zintegrowany czujnik nachylenia możemy błyskawicznie uzyskać informacje o skorygowanej odległości do celu. Pozwala to na szybkie i łatwe dokonanie niezbędnych zmian ustawień celownika przed oddaniem strzału pod kątem i z dużej odległości. Zaskakujące pomarańczowe pokrycie lornetki wyróżnia się na tle otoczenia i łatwo ją dostrzec w terenie. Ułatwia to jej ewentualne odnalezienie, ale przede wszystkim zwiększa bezpieczeństwo użytkownika, ponieważ sprzęt jest doskonale widoczny nawet z bardzo daleka. Lornetka EL O-Range jest dostępna w wersjach 8x42 i 10x42.

REKLAMA
NA STANOWISKU
PRAWA RODZICA POLUJĄCEGO



DZIEŃ 1 KWIETNIA OD 2018 ROKU JUŻ RACZEJ NIE BĘDZIE KOJARZYŁ SIĘ MYŚLIWYM Z ŻARTAMI. Z TYM DNIEM WESZŁY W ŻYCIE ZNOWELIZOWANE PRZEPISY USTAWY PRAWO ŁOWIECKIE, A WŚRÓD NICH ZAKAZ UCZESTNICTWA W POLOWANIACH OSÓB NIEPEŁNOLETNICH. WYDALONO Z CYWILIZOWANEGO ŚWIATA ŚRODOWISKO KILKUSET TYSIĘCY MYŚLIWYCH ORAZ ICH RODZINY, KPIĄC PRZY TYM Z KONSTYTUCYJNEGO PRAWA DO WYCHOWYWANIA DZIECI ZGODNIE Z WŁASNYMI PRZEKONANIAMI.
Można nie akceptować modelu łowiectwa, struktur organizacyjnych lub poszczególnych zasad wykonywania polowań, niemniej ograniczanie praw rodziców w obrębie sfery prywatnej jest ucieleśnieniem skrajności systemu totalitarnego, który w żaden sposób nie wpisuje się w filary nowoczesnego państwa wspólnoty europejskiej. Zaatakowano najświętsze wartości człowieka, czyli jego dzieci, tradycję i styl życia, a najgorsze jest to, że pod pomysłem wprowadzenia tego irracjonalnego zakazu ani nie widniało konkretne nazwisko, ani nie było tam rzetelnego uzasadnienia. Wszystko rozegrano za pośrednictwem wirtualnej rzeczywistości – bez blasku fleszy, bez burzliwych debat oraz bez głosu ekspertów. W epoce wolności słowa, szerokiej akceptacji odmienności religijnych i rasowych oraz poszanowania praw mniejszości seksualnych dokonano publicznego linczu na uczciwej grupie społecznej, która kultywuje tradycję wywodzącą się wprost z ludzkiej natury i instynktu. Trzeba wyciągnąć wnioski z tej lekcji, aby w przyszłości nie nadstawiać drugiego policzka. Równie absurdalnych przepisów próżno szukać w innych krajach i pod żadnym pozorem nie należy chować teraz głowy w piasek. Komu tak bardzo zależało na tym, aby uderzyć w dzieci myśliwych? W czyim chorym umyśle zrodził się pomysł zakazu uczestnictwa osób niepełnoletnich akurat w polowaniach, kiedy to w myśl innych przepisów prawa dozwolone jest choćby zakładanie rodziny już w wieku 15 lat, a od 16 roku życia podejmowanie pracy w ubojni, a nawet w zakładzie pogrzebowym. Społeczeństwo ewidentnie cierpi na deficyt zdrowego rozsądku na każdym szczeblu. Ludzie w ślepym pędzie do dobrobytu poddają się bezmyślnie najbardziej prymitywnym manipulacjom, w których ktoś ma konkretny interes. Nie sposób nie zauważyć, że wszelka niezależność i praktyczna dojrzałość życiowa stają się z jednej strony coraz częściej cechami unikatowymi, a z drugiej poważnym zagrożeniem, co zresztą znajduje potwierdzenie w działaniach europejskich decydentów zmierzających do ograniczania dostępu do broni cywilom.

Łowiectwo to nie tylko szlachetna pasja, to również sztuka dokonywania właściwego i nieodwracalnego wyboru. Nikt nie powinien eliminować i ograniczać odpowiedzialnego i świadomego poznawania tej tradycji przez młodych ludzi – przez nasze córki i synów, którzy często marzą o pójściu w ślady swoich ojców. Zapewne sprawa znajdzie finał dopiero w Trybunale Konstytucyjnym, do tego czasu pozostają nam wspólne wyprawy do łowiska bez broni, a z bronią – strzelnica. Tam na szczęście jeszcze nie ma ograniczeń wiekowych.

BENELLI
828U



POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI - CZYLI NOWOCZESNA NADLUFKA, W KTÓREJ WYKORZYSTANO TECHNOLOGIE I MATERIAŁY SPRAWDZONE W BRONI SAMOPOWTARZALNEJ.
Broń niezwykle lekka, waży jedynie 2,9 kg. Małą masę uzyskano dzięki baskili wykonanej z odpornego aluminium. Zaryglowanie luf następuje poprzez zastosowanie stalowej płyty ryglująco-oporowej. Blok luf pozbawiono szyny łączącej i zespolono wyłącznie w obrębie komór nabojowych i na ich końcowym odcinku. Zastosowano szynę celowniczą z włókna węglowego. Szynę można łatwo zdemontować i zastąpić wyższą. Dzięki zastosowaniu systemu Progressive Comfort amortyzującego odrzut broń strzela bardzo łagodnie. Poza redukowaniem kopnięcia amortyzator ogranicza również podrzut luf, co pozwala na szybsze oddanie drugiego celowanego strzału. Umieszczona na grzbiecie kolby elastomerowa wkładka minimalizuje wpływ kopnięcia na policzek. Wkładka jest wymienna i umożliwia dostosowanie wysokości grzbietu osady. Zasadniczo Benelli 828U zaprojektowano tak, aby dopasować ją do potrzeb strzelca. W zestawie otrzymujemy komplet podkładek, których odpowiednie skonfigurowanie zapewnia 40 możliwych ustawień awantażu i kąta nachylenia osady. Ciekawie zaprojektowano klucz służący do łamania broni. Nie leży on na środku grzbietu baskili, tylko został przesunięty asymetrycznie na jej lewą stronę, przez co ma dłuższą drogę, ale do jego naciśnięcia potrzebnajest mniejsza siła. To istotne, ponieważ to właśnie ruch klucza naciąga bijniki uderzające w iglice. Całe urządzenie spustowe o modułowej budowie można łatwo wyjąć z baskili za pomocą dołączonego klucza. Broń wyposażono w jeden spust, a duży bezpiecznik zintegrowano z czytelnie oznaczonym selektorem wyboru pierwszej lufy. W komplecie otrzymujemy estetyczny plastikowy kufer, w którym jest miejsce na wszystkie niezbędne akcesoria, w tym na sprzedawany razem z bronią zestaw pięciu czoków składający się z cylindra, czoków 1/4, 1/2 i 3/4 oraz pełnego czoku. Benelli 828U w kalibrze 12/76 kosztuje 12 200 zł. Polskim dystrybutorem broni jest INCORSA sp. z o.o.




MAGIA ZIELENI
SWAROVSKI


ZNACZEK SREBRNEGO JASTRZĘBIA (Z NIEM. HABICHT) TO W POLSCE SYNONIM NAJWYŻSZEJ JAKOŚCI SPRZĘTU OPTYCZNEGO I NIE TYLKO.


Swarovski EL 10x50 WB Swarovision FieldPro to jedna z najdoskonalszych lornetek dostępnych obecnie na ryku. Specjalny układ soczewek doskonale spłaszcza obraz, a wysokiej jakości powłokom uszlachetniającym optyki HD w technologii SWAROVISION gwarantuje krystalicznie czysty obraz i wierne odwzorowanie barw bez aberracji chromatycznych, o perfekcyjnym kontraście. Lornetka zapewnia szerokie pole widzenia z pełną ostrością po same krawędzie. Idealna na rykowisko pozwoli precyzyjnie rozpoznać i ocenić byka nawet w trudnych warunkach świetlnych kończącego się dnia.




Jeśli polujecie w górach lub w twoim łowisku jest dużo rozległych przestrzeni, a do tego interesujesz się ornitologią, to będziesz zachwycony możliwościami lunety obserwacyjnej CTC 30x75. Prowadzenie obserwacji z dużych odległości bez płoszenia zwierząt daje wielką frajdę.

Dla wszystkich miłośników marki Swarovski firma przygotowała sygnowany srebrnym logiem nóż składany, a w zasadzie miltitool. W rękojeści znajdziemy klucz i zestaw wymiennych bitów dzięki którym obsłużymy lunety z serii Z8, Z6 i X5. Ostrze noża możemy rozłożyć jedną ręką. Pewna blokada linearna zapewnia bezpieczeństwo pracy chroniąc naszą dłoń przed przypadkowym złożeniem ostrza. W komplecie otrzymamy solidną skórzaną kaburę na pasek

Dla wszystkich miłośników marki Swarovski firma przygotowała sygnowany srebrnym logiem nóż składany, a w zasadzie miltitool. W rękojeści znajdziemy klucz i zestaw wymiennych bitów dzięki którym obsłużymy lunety z serii Z8, Z6 i X5. Ostrze noża możemy rozłożyć jedną ręką. Pewna blokada linearna zapewnia bezpieczeństwo pracy chroniąc naszą dłoń przed przypadkowym złożeniem ostrza. W komplecie otrzymamy solidną skórzaną kaburę na pasek

czytaj więcej
BLISKO, CORAZ BLIZEJ
WILK



W NASZYM KRAJU WILKA NIENAWIDZONO LUB KOCHANO, ALE ZAWSZE OKAZYWANO MU RESPEKT. BO JEST UOSOBIENIEM TAJEMNICZOŚCI I DOSKONAŁEGO PRZYSTOSOWANIA DO DRAPIEŻNICTWA. STANOWI TEŻ SYMBOL SIŁY, WALECZNOŚCI, WOLNOŚCI I ODWAGI.
To zwierzę bardzo mądre, o niedoścignionej organizacji życia w stadzie, a także o niezwykłych umiejętnościach łowieckich. I tego człowiek mu zawsze zazdrościł. Chyba m.in. z tego powodu w 1955 roku, uchwałą ówczesnego rządu, podjęto akcję tępienia wilków. Za zabicie wilka myśliwy dostawał 1000 zł, za wybrane z gniazda szczenię – 200 zł; ówczesna średnia płaca miesięczna w przemyśle wynosiła 1100 zł, więc nie były to małe kwoty. Efekt był taki, że w latach 1956–1959 zastrzelono w Polsce 1435 tych zwierząt, a 300 otruto luminalem. Wiosną 1959 roku było już ich tylko 255. 40 lat później, w 1998 roku, wilka objęto całkowitą ochroną i ten stan trwa do dziś. Organizacje ekologiczne akceptują jego status prawny. Myśliwi sugerują, aby drapieżnik wrócił na listę zwierząt łownych, a hodowcy zwierząt gospodarskich wspierają ich w tych staraniach. Świat nauki jest za ochroną wilka, ale nie tak radykalną jak „zieloni”. Leśnicy też opowiadają się za kontrolą jego liczebności. A wszyscy są zgodni, że najpierw należy dokładnie policzyć, ile wilków w ogóle jest w Polsce. Obecny Instytut Biologii Ssaków (IBS) w Białowieży, wraz ze Stowarzyszeniem dla Natury „Wilk”, Instytutem Ochrony Przyrody PAN i Dyrekcją Generalną Lasów Państwowych, prowadził od 2000 roku projekt „Inwentaryzacja wilków i rysi w nadleśnictwach i parkach narodowych Polski”. Informacje na temat stanu liczebnego wilka, które dzięki tej inicjatywie zebrano, uznaje się do dziś za najbardziej miarodajne.

Do 2011 roku zebrano 30 tys. danych o obecności wilków w różnych regionach kraju. Według nich największą ostoją tych drapieżników są Karpaty i Pogórze Karpackie, Roztocze oraz Lasy Włodawskie, Parczewskie i Sobiborskie. W Polsce północno-wschodniej wilki żyją w Puszczy Białowieskiej, Boreckiej, Augustowskiej, Knyszyńskiej, Rominckiej, Piskiej i w Lasach Napiwodzko-Ramuckich. Według IBS w 2011 roku – ostatnim, w którym prowadzono rzeczony projekt – mieliśmy w Polsce około 700 tych drapieżników. Ale rocznik GUS Ochrona środowiska z 2012 roku podawał, że w 2011 roku było ich 913 – najwięcej w województwach: podkarpackim (323), podlaskim (135) i lubelskim (130). Natomiast z rocznika GUS Leśnictwo z 2016 roku wynika, że od kilku lat populacja tego drapieżnika rośnie. W 2013 roku mieliśmy 1122 wilki, w 2014 – 1276, a w 2015 – aż 1484! Oczywiście każde gremium zainteresowane wilkiem komentuje te liczby na swój sposób i ma swoją wizję, ile wilków powinno być w naszych lasach. Każde też po swojemu postrzega ich przyszłość.

Ekolodzy stoją za wilkiem murem. Stefan Jakimiuk z Fundacji WWF Polska, kierownik projektu „Duże drapieżniki w Polsce”, potwierdza, że wilków przybywa. Na zachodzie kraju podjęto próby odtworzenia ich populacji, jednak dzieje się to wolno i byt tamtejszych zwierząt jest zagrożony. – W najbliższym czasie ochrona wilka powinna być utrzymana – uważa. – W zachodnich rejonach Polski niezbędne wydaje się udrożnienie korytarzy ekologicznych, bo coraz więcej wilków ginie pod kołami aut. W opinii Stefana Jakimiuka wilki nie są akceptowane tam, gdzie powodują duże straty wśród zwierząt gospodarskich. Dlatego Fundacja WWF Polska przekazała hodowcom z tamtych rejonów 120 pastuchów elektrycznych i 35 owczarków podhalańskich. – Wilki są sprzymierzeńcami lasu – twierdzi dr Sabina Pierożek, prezes Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”. – Ich obecność w środowisku sprawia, że spada intensywność żerowania zwierząt kopytnych, m.in. jeleni i saren, w uprawach leśnych i młodnikach. Straty powodowane przez wilki w stadach zwierząt gospodarskich, na co tak narzekają hodowcy, można – jak uważa – ograniczyć, wprowadzając ogrodzenia z pastuchami elektrycznymi, fladry (czerwone szmaty, których ten drapieżnik panicznie się boi) i psy stróżujące, np. owczarki podhalańskie. Szefowa organizacji, zajmującej się dużymi rodzimymi drapieżnikami (od ćwierć wieku wilkami) chciałaby, aby żyły we wszystkich większych polskich kompleksach leśnych. – Zwierzęta gospodarskie nie mają wykształconych mechanizmów obronnych, więc na hodowcach ciąży obowiązek ochrony inwentarza. Oni nie są w stanie wyeliminować strat w stu procentach – przyznaje Sabina Pierożek – ale mogą je do minimum ograniczyć. Jeśli wilki nasilają ataki na zwierzęta gospodarskie, za odpowiednią zgodą można je eliminować. Ale ich populacja jest mała i powinny pozostać pod ochroną. „Czy polowania na wilki to dobra metoda zarządzania ich populacją?” – pyta na stronie internetowej Stowarzyszenia dla Natury „Wilk” pani prezes, po czym w 17 punktach sama sobie odpowiada, dowodząc, że niedobra. Twierdzi m.in., że po kwerendzie prac naukowych opublikowanych w innych krajach jasne jest, że polowania nie powstrzymują kłusownictwa na wilkach – „odstrzały nie redukują naturalnej śmiertelności drapieżników, lecz dokładają się do niej i to w bardzo istotny sposób”. Utrzymuje, że selektywny odstrzał wilków jest praktycznie niemożliwy, ponieważ ten gatunek nie ma wyraźnie zaznaczonego dymorfizmu płciowego. Przekonuje też, że odstrzały powodują zaburzenia struktury socjalnej, bo większość wilków żyje w grupie rodzinnej, popularnie zwanej watahą. Odstrzał pary rodzicielskiej powoduje rozpad 85% tych grup.

Ekolodzy stoją za wilkiem murem. Stefan Jakimiuk z Fundacji WWF Polska, kierownik projektu „Duże drapieżniki w Polsce”, potwierdza, że wilków przybywa. Na zachodzie kraju podjęto próby odtworzenia ich populacji, jednak dzieje się to wolno i byt tamtejszych zwierząt jest zagrożony. – W najbliższym czasie ochrona wilka powinna być utrzymana – uważa. – W zachodnich rejonach Polski niezbędne wydaje się udrożnienie korytarzy ekologicznych, bo coraz więcej wilków ginie pod kołami aut. W opinii Stefana Jakimiuka wilki nie są akceptowane tam, gdzie powodują duże straty wśród zwierząt gospodarskich. Dlatego Fundacja WWF Polska przekazała hodowcom z tamtych rejonów 120 pastuchów elektrycznych i 35 owczarków podhalańskich. – Wilki są sprzymierzeńcami lasu – twierdzi dr Sabina Pierożek, prezes Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”. – Ich obecność w środowisku sprawia, że spada intensywność żerowania zwierząt kopytnych, m.in. jeleni i saren, w uprawach leśnych i młodnikach. Straty powodowane przez wilki w stadach zwierząt gospodarskich, na co tak narzekają hodowcy, można – jak uważa – ograniczyć, wprowadzając ogrodzenia z pastuchami elektrycznymi, fladry (czerwone szmaty, których ten drapieżnik panicznie się boi) i psy stróżujące, np. owczarki podhalańskie. Szefowa organizacji, zajmującej się dużymi rodzimymi drapieżnikami (od ćwierć wieku wilkami) chciałaby, aby żyły we wszystkich większych polskich kompleksach leśnych. – Zwierzęta gospodarskie nie mają wykształconych mechanizmów obronnych, więc na hodowcach ciąży obowiązek ochrony inwentarza. Oni nie są w stanie wyeliminować strat w stu procentach – przyznaje Sabina Pierożek – ale mogą je do minimum ograniczyć. Jeśli wilki nasilają ataki na zwierzęta gospodarskie, za odpowiednią zgodą można je eliminować. Ale ich populacja jest mała i powinny pozostać pod ochroną. „Czy polowania na wilki to dobra metoda zarządzania ich populacją?” – pyta na stronie internetowej Stowarzyszenia dla Natury „Wilk” pani prezes, po czym w 17 punktach sama sobie odpowiada, dowodząc, że niedobra. Twierdzi m.in., że po kwerendzie prac naukowych opublikowanych w innych krajach jasne jest, że polowania nie powstrzymują kłusownictwa na wilkach – „odstrzały nie redukują naturalnej śmiertelności drapieżników, lecz dokładają się do niej i to w bardzo istotny sposób”. Utrzymuje, że selektywny odstrzał wilków jest praktycznie niemożliwy, ponieważ ten gatunek nie ma wyraźnie zaznaczonego dymorfizmu płciowego. Przekonuje też, że odstrzały powodują zaburzenia struktury socjalnej, bo większość wilków żyje w grupie rodzinnej, popularnie zwanej watahą. Odstrzał pary rodzicielskiej powoduje rozpad 85% tych grup.

czytaj więcej
REKLAMA
6,5X57R
KIPLAUF Z FERLACH



JEDNOSTRZAŁOWY KURKOWY SZTUCER ŁAMANY, W PEŁNYM DREWNIE, W KALIBRZE 6,5X57R. ZOSTAŁ ZBUDOWANY W ROKU 2014 W FERLACH PRZEZ JAKOBA KOSCHATA.
Dzięki zastosowaniu zewnętrznego kurka udało się uzyskać smukłą linię broni z wąską i niską baskilą. Sztucer wyposażony jest w klasyczny mechanizm spustowy z dwoma językami, z których tylny pełni funkcję dźwigni naciągania przyspiesznika. Baskila, kabłąk i komora nabojowa broni są ręcznie grawerowane.

Grawerunek to połączenie drobnej arabeski podkreślonej złotą nitką z głębokimi złotymi rytami charakterystycznymi dla szkoły austriackiej, przedstawiającymi sylwetki kozicy, rogacza i głuszca. Na sztucerze zamontowano lunetę celowniczą Swarovski Z6i o parametrach 1,7-10x42 mm

SERGIUSZ MITYN
JAKA TO STAL część I



NIE ZAMIERZAM ZAPUSZCZAĆ SIĘ W GĘSTWINĘ METALOZNAWSTWA I ZANUDZAĆ CZYTELNIKÓW SZCZEGÓŁAMI NIEZBĘDNYMI DO SAMODZIELNEGO WYPRODUKOWANIA STALI ALBO OPRACOWANIA JEJ SKŁADU.
warto zacząć od przybliżenia składu stali. Przy czym nie będę tu przedstawiał gruntownej analizy działania poszczególnych zawartych w niej pierwiastków, lecz ograniczę się do głównych. • Żelazo (Fe) – podstawa, można by rzec matryca. • Węgiel (C) – w połączeniu z żelazem i innymi składnikami tworzy osadzone w matrycy twarde węgliki, nadające produktowi końcowemu twardość, wytrzymałość mechaniczną, podatność na hartowanie, czyli w przypadku klingi – właściwości tnące. Stal nadająca się do wykonania sensownej klingi powinna zawierać co najmniej 0,5–0,6% węgla, a lepiej więcej. Stale z wyższą zawartością węgla umożliwiają hartowanie do wyższej twardości bez utraty wytrzymałości mechanicznej. Lepiej utrzymują ostrość, lecz jednocześnie są trudniejsze w ostrzeniu. • Chrom (Cr) – nadaje stali odporność na korozję, czyli czyni ją nierdzewną. W kontakcie z otoczeniem chrom się utlenia. Jego tlenki tworzą na powierzchni stali cieniutką i bardzo gęstą warstewkę ochronną, zapobiegając utlenieniu żelaznej matrycy. By stal faktycznie była nierdzewna, zawartość chromu powinna stanowić co najmniej 12–14%. Chrom nadaje stali również twardość, lecz czyni ją bardziej kruchą. • Nikiel (Ni) – nadaje stali nierdzewność, a jednocześnie plastyczność, „ciągliwość”. Stale z wysoką zawartością niklu dobrze nadają się do produkcji garnków, ale nie kling. • Siarka (S), fosfor (P), krzem (Si), miedź (Cu) – tych pierwiastków się do stali nie dodaje, stal zawiera ich takie ilości, jakich nie udało się pozbyć w trakcie topienia. To zanieczyszczenia – im mniej ich w stali, tym lepiej. Producenci wykazują ich zawartość w składzie, bo mają taki obowiązek, natomiast próby znajdowania ich pozytywnego wpływu na jakość stali to nic innego jak przysłowiowe „dorabianie ideologii”. • Molibden (Mo), mangan (Mn), wolfram (W), niob (Nb), wanad (V), kobalt (Co) i inne pierwiastki – są dodawane do specjalistycznych stali o bardziej złożonym składzie. Wbrew uproszczonemu podejściu często prezentowanemu na stronach producentów noży ich działanie zawsze jest kompleksowe i analizowanie w artykule roli poszczególnych składników nie ma żadnego sensu. Oczywiście poprawiają one właściwości stali, ale przeważnie nie takie, które są istotne w przypadku kling noży. Za to podnoszą koszt stali jako materiału wyjściowego, a w jeszcze większym stopniu koszt jej obróbki. Co do konkretnego składu stali – taką informację łatwo znaleźć w internecie, wpisując markę stali, aczkolwiek użytkownikowi noża nie na wiele się ona przyda. Co więcej, nawet sama definicja stali z podręcznika metaloznawstwa aktualnego w moich czasach studenckich stała się zauważalnie przestarzała i nie obejmuje już wszystkich dzisiejszych technologii. Bo stal to stop żelaza z węglem przy zawartości tego ostatniego nieprzekraczającej

Jakość klingi zazwyczaj zależy nie tyle od zastosowanej stali, co od procesu jej obróbki cieplnej. Przekonałem się o tym mając w swej kuchni trzy duże noże kuchenne z klingami o bardzo zbliżonym kształcie i geometrii, wykonanymi z tej samej stali. Trzymanie ostrości przy typowych pracach kuchennych dwóch z nich jest porównywalne, natomiast trzeciego jest dużo gorsze i nie trzeba być szczególnym znawcą, by zauważyć różnicę. Wniosek jest oczywisty – producent po prostu spartaczył obróbkę cieplną. Można podsumować, aczkolwiek bardziej popularnie niż ściśle naukowo, że bywają stale lepsze i gorsze. Lepsze są naturalnie droższe, nie tylko jako materiał sam w sobie – dotyczy to głównie procesu ich obróbki. Jakość i skład stali ustawiają poprzeczkę, powyżej której trudno byłoby skoczyć, np. poprzez zaawansowaną i skrupulatną obróbką cieplną. Jednak doskonała stal nie oznacza jeszcze doskonałej klingi – klinga z lepszej stali może być lepsza od tej ze stali nieco pospolitszej, ale wcale nie musi.

Stale z wyższą zawartością węgla pozwalają wykonać klingi lepiej trzymające ostrość i rzadziej wymagające ostrzenia. Jednak ostrzyć je jest zauważalnie trudniej i wymaga to wysokiej jakości narzędzi i odpowiednich umiejętności. Klinga wykonana z takiej stali jest bardziej krucha i mniej odporna na uderzenia, samo ostrze zaś – na obciążenia boczne. Tam, gdzie ostrze klingi ze stali z niższą zawartością węgla ugnie się, napotykając na swej drodze coś twardszego od siebie, ostrze klingi ze stali z wyższą zawartością węgla może się wykruszyć. Dlatego stale z wysoką zawartością węgla są przeważnie używane do wykonywania niewielkich kling, spuszczonych pod ostrym kątem ku cienkiemu, dobrze tnącemu, lecz mniej wytrzymałemu ostrzu. Na dłuższe, grubsze i cięższe klingi lepsze są stale z niższą zawartością węgla. Taka klinga, zwłaszcza spuszczona ku nieco grubszemu ostrzu, będzie ustępowała pod względem właściwości tnących klingom ze stali wysokowęglowych, natomiast wytrzyma bez szwanku pewne nadużycie w postaci rąbania. Będzie gorzej trzymała ostrość, lecz naostrzyć ją ponownie będzie łatwiej. Wykonanie klingi ze stali o prostszym składzie i z niższą zawartością węgla jest tańsze, takie klingi można wycinać za pomocą zwyczajnego wykrojnika i szlifować tanimi materiałami ściernymi. Proces ich obróbki cieplnej również jest zazwyczaj prostszy, a tym samym tańszy. Natomiast klingi ze stali o złożonym składzie i wysokiej zawartości węgla wymagają wycinania za pomocą lasera albo elektrodrążarki, co jest znacznie kosztowniejsze. Do ich szlifowania potrzebne są materiały ścierne najwyższej jakości, które szybko się zużywają. Obróbka cieplna takich stali to złożony proces przebiegający w sterowanych komputerowo piecach elektrycznych. O zahartowaniu takiej klingi na palenisku wiejskiej kuźni albo w przeciętnym zakładzie mechanicznym nawet mowy być nie może. Jest jeszcze kilka reguł, o których warto pamiętać, wybierając sobie nóż. Otóż nie ma całkowicie nierdzewnych stali – stal nierdzewna też ulega korozji, tyle że w znacznie mniejszym stopniu. Wśród anglojęzycznych pasjonatów noży krąży taki żarcik: „stainless means it stains less”, co można tłumaczyć jako „stal nierdzewna znaczy mniej rdzewna”. Rzeczywista wytrzymałość klingi na korozję zależy od mnóstwa czynników, nie tylko od składu stali. Stale o podobnym składzie są bardziej podatne na korozję, jeżeli są hartowane do wyższej twardości. Stale z mniejszą zawartością węgla są bardziej odporne na korozję. Jednak nie ma co przesadzać – nóż to nie endoproteza, nie zbiornik na piwo ani bojler. Przy rozsądnym posługiwaniu się nożem stal nawet z niezbyt dużą zawartością chromu jest zazwyczaj dostatecznie nierdzewna – wystarczy po powrocie do domu dobrze przepłukać nóż słodką wodą, wysuszyć i z lekka naoliwić.

Stale z wyższą zawartością węgla pozwalają wykonać klingi lepiej trzymające ostrość i rzadziej wymagające ostrzenia. Jednak ostrzyć je jest zauważalnie trudniej i wymaga to wysokiej jakości narzędzi i odpowiednich umiejętności. Klinga wykonana z takiej stali jest bardziej krucha i mniej odporna na uderzenia, samo ostrze zaś – na obciążenia boczne. Tam, gdzie ostrze klingi ze stali z niższą zawartością węgla ugnie się, napotykając na swej drodze coś twardszego od siebie, ostrze klingi ze stali z wyższą zawartością węgla może się wykruszyć. Dlatego stale z wysoką zawartością węgla są przeważnie używane do wykonywania niewielkich kling, spuszczonych pod ostrym kątem ku cienkiemu, dobrze tnącemu, lecz mniej wytrzymałemu ostrzu. Na dłuższe, grubsze i cięższe klingi lepsze są stale z niższą zawartością węgla. Taka klinga, zwłaszcza spuszczona ku nieco grubszemu ostrzu, będzie ustępowała pod względem właściwości tnących klingom ze stali wysokowęglowych, natomiast wytrzyma bez szwanku pewne nadużycie w postaci rąbania. Będzie gorzej trzymała ostrość, lecz naostrzyć ją ponownie będzie łatwiej. Wykonanie klingi ze stali o prostszym składzie i z niższą zawartością węgla jest tańsze, takie klingi można wycinać za pomocą zwyczajnego wykrojnika i szlifować tanimi materiałami ściernymi. Proces ich obróbki cieplnej również jest zazwyczaj prostszy, a tym samym tańszy. Natomiast klingi ze stali o złożonym składzie i wysokiej zawartości węgla wymagają wycinania za pomocą lasera albo elektrodrążarki, co jest znacznie kosztowniejsze. Do ich szlifowania potrzebne są materiały ścierne najwyższej jakości, które szybko się zużywają. Obróbka cieplna takich stali to złożony proces przebiegający w sterowanych komputerowo piecach elektrycznych. O zahartowaniu takiej klingi na palenisku wiejskiej kuźni albo w przeciętnym zakładzie mechanicznym nawet mowy być nie może. Jest jeszcze kilka reguł, o których warto pamiętać, wybierając sobie nóż. Otóż nie ma całkowicie nierdzewnych stali – stal nierdzewna też ulega korozji, tyle że w znacznie mniejszym stopniu. Wśród anglojęzycznych pasjonatów noży krąży taki żarcik: „stainless means it stains less”, co można tłumaczyć jako „stal nierdzewna znaczy mniej rdzewna”. Rzeczywista wytrzymałość klingi na korozję zależy od mnóstwa czynników, nie tylko od składu stali. Stale o podobnym składzie są bardziej podatne na korozję, jeżeli są hartowane do wyższej twardości. Stale z mniejszą zawartością węgla są bardziej odporne na korozję. Jednak nie ma co przesadzać – nóż to nie endoproteza, nie zbiornik na piwo ani bojler. Przy rozsądnym posługiwaniu się nożem stal nawet z niezbyt dużą zawartością chromu jest zazwyczaj dostatecznie nierdzewna – wystarczy po powrocie do domu dobrze przepłukać nóż słodką wodą, wysuszyć i z lekka naoliwić.

czytaj więcej
AMUNICJA RWS

SILVER SELECTION



LIMITOWANA WERSJA NABOI RWS W NIKLOWANEJ ŁUSCE Z POCISKAMI EVO.


Przygotowanie i montaż urządzenia na dowolnych drzwiach zajmuje mniej niż minutę i nie wymaga żadnych narzędzi czy prowadzenia przewodów. Jednak mobilność urządzenia ma swoją cenę. Za wygodę i brak okablowania płacimy ograniczonym do około dwóch tygodni czasem działania na jednym ładowaniu. Jeśli więc opuszczamy dom na dłużej, warto powierzyć opiekę i ewentualne doładowanie Elephanta door™ osobie opiekującej się naszym mieszkaniem. Jest to niezwykle proste, ponieważ sprzęt dzięki modułowi bluetooth może współpracować z 10 różnymi użytkownikami i każdy z nich ma możliwość sterowania alarmem za pomocą swojego telefonu. Dzięki technologii wi-fi możemy połączyć urządzenie z siecią domową i sterować alarmem zdalnie, wykorzystując nasz smartfon, a po zainstalowaniu darmowej aplikacji będziemy również mogli otrzymywać powiadomienia o zarejestrowanych zdarzeniach




Nie są to kule na wilkołaki jednak dzięki precyzyjnie odmierzonej naważce specjalnego prochu udało się zmniejszyć płomień wylotowy towarzyszący wystrzałowi, dzięki czemu kiedy strzelamy w ciemności nie oślepi nas błysk i możemy szybciej spostrzec co dzieje się z naszym celem i ewentualnie strzelić ponownie

STYLOWO
BROŃ ZE SŁUBIC



BROŃ POWSTAŁA OKOŁO 1880 ROKU W FABRYCE BRONI WILHELMA COLLATHA WE FRANKFURCIE NAD ODRĄ CZYLI W OBECNYCH SŁUBICACH
Zakład, w którym Wilhelm rozpoczął pracę w roku 1859 jako pomocnik rusznikarza, należał do Johanna Gottlieba Teschnera. Zdolny młodzieniec szybko awansował. Po opatentowaniu kilkunastu rozwiązań dla strzelb i drylingów został wspólnikiem Teschnera, a po jego śmierci w roku 1875 – jedynym właścicielem fabryki. Pod koniec XIX wieku fabryka broni myśliwskiej Teschnera i Collatha była jedną z większych w Cesarstwie Niemieckim. Z roczną produkcją około 1000 sztuk broni była też głównym zakładem przemysłowym Słubic. W roku 1906 fabrykę przejęli synowie Wilhelma – Franz i Paul. Niestety po wojnie w roku 1945 fabrykę zamknięto.

Zabytkowa strzelba to szesnastka ze standardowymi jak na owe czasy komorami nabojowymi o długości 65 mm. Użytkowo charakteryzuje się mocnymi zwężeniami luf, stąd muszka na szynie, która miała w założeniu umożliwiać precyzyjne trafienie skupioną wiązką śrutu na dystansie 40–50 m. Piękny motylek z tyłu baskili to bezpiecznik. Gdy motylek jest ustawiony równolegle do luf – tak jak na prezentowanych fotografiach – broń jest odbezpieczona, natomiast gdy jest przekręcony poprzecznie, blokuje mechanizmy spustowe i kurki broni. Lufy ryglowane są kluczem umieszczonym od spodu czółenka. Klucz ten, podobnie jak kabłąk osłony spustów, wykonano z finezyjnie ukształtowanego bawolego rogu. Na osobną uwagę zasługuje osada wykonana z wysokiej jakości drewna i baskila bogato zdobiona ornamentem roślinnym dodatkowo inkrustowana złotym drutem. Mimo upływu lat egzemplarz jest w pełni sprawny i możliwy do myśliwskiego wykorzystania. Opracowano dzięki uprzejmości Wojciecha Przetakiewicza, z którego kolekcji pochodzi prezentowany egzemplarz.

REKLAMA
TROFEA
ZADBAJ O TROFEA



Troficare jest preparatem do zabezpieczania czaszek, poroży i rogów, dzięki któremu nasze trofea przez długie lata będą wyglądać tak, jakby zostały pozyskane w ostatnim sezonie. Odpowiednio zaaplikowany chroni przed utlenianiem, żółknięciem oraz utratą połysku i koloru. Tuskler to dwuskładnikowa masa służąca do wypełniania szabel i fajek w trofeach. Zabezpieczony w ten sposób dziczy oręż nie pęka, a naturalny kolor preparatu sprawia, że trofeum zachowuje doskonały wygląd przez wiele lat. W zestawie otrzymamy również rękawiczki gumowe, mieszadełko i pojemnik do rozrobienia masy. Jedno opakowanie powinno wystarczyć na wypełnienie 10 dziczych o Trofi-BP to skuteczna pasta wybielająca służąca nie tylko do wybielania nowo pozyskanych trofeów, ale również do odświeżania starszych. Jej użycie daje gwarancję, że czaszka stanie się idealnie biała bez ryzyka odbarwienia poroża czy zębów. Pastę aplikuje się łatwo, a opakowanie wystarcza do wybielenia pięciu czaszek rogaczy lub dwóch jeleni byków.

Z CZYM DO LASU

FENIX RC40



JEŚLI NIE MOŻESZ ZACZEKAĆ NA WSCHÓD SŁOŃCA.


Z pewnością godnym uhonorowaniem organizacji zrzeszającej polskich myśliwych będzie oferta skierowana do wszystkich myśliwych, kolekcjonerów i miłośników klasycznej męskiej biżuterii, jaką niewątpliwie są markowe zegarki – a mianowicie dwie limitowane serie (każda jedynie po 95 numerowanych sztuk) zegarków marek Glycine i Aerowatch z logo PZŁ na cyferblacie.




Szperacz o imponującej mocy 6000 lumenów, w najmocniejszym trybie oświetli jasnym snopem światła dystans 700 m przed użytkownikiem. Latarka wyposażona jest w akumulator o pojemności 7800 mAh ze wskaźnikiem naładowania.

Oprócz trybu maksymalnego na którym będzie świecić nieprzerwanie przez ok 1h, mamy do dyspozycji 4 tryby światła ciągłego o różnej jasności, oraz pulsacyjne tryby SOS i Strobo.

REKLAMA

KOLEJNY NUMER 08/2018

W NUMERZE:
- PSI JĘZYK
- POŻEGNANIE Z AFRYKĄ
- PRZYSTRZELIWANIE BRONI

REKLAMA

CZYTAJ MAGAZYN SEZON W WERSJI DRUKOWANEJ

ZAMÓW
PRENUMERATĘ
CENA W PRENUMERACIE:
(okres 12 miesięcy)
15,00
POPRZEDNIE ARTYKUŁY
SERGIUSZ MITYN
JAKA TO STAL część I



NIE ZAMIERZAM ZAPUSZCZAĆ SIĘ W GĘSTWINĘ METALOZNAWSTWA I ZANUDZAĆ CZYTELNIKÓW SZCZEGÓŁAMI NIEZBĘDNYMI DO SAMODZIELNEGO WYPRODUKOWANIA STALI ALBO OPRACOWANIA JEJ SKŁADU.
warto zacząć od przybliżenia składu stali. Przy czym nie będę tu przedstawiał gruntownej analizy działania poszczególnych zawartych w niej pierwiastków, lecz ograniczę się do głównych. • Żelazo (Fe) – podstawa, można by rzec matryca. • Węgiel (C) – w połączeniu z żelazem i innymi składnikami tworzy osadzone w matrycy twarde węgliki, nadające produktowi końcowemu twardość, wytrzymałość mechaniczną, podatność na hartowanie, czyli w przypadku klingi – właściwości tnące. Stal nadająca się do wykonania sensownej klingi powinna zawierać co najmniej 0,5–0,6% węgla, a lepiej więcej. Stale z wyższą zawartością węgla umożliwiają hartowanie do wyższej twardości bez utraty wytrzymałości mechanicznej. Lepiej utrzymują ostrość, lecz jednocześnie są trudniejsze w ostrzeniu. • Chrom (Cr) – nadaje stali odporność na korozję, czyli czyni ją nierdzewną. W kontakcie z otoczeniem chrom się utlenia. Jego tlenki tworzą na pow

Jakość klingi zazwyczaj zależy nie tyle od zastosowanej stali, co od procesu jej obróbki cieplnej. Przekonałem się o tym mając w swej kuchni trzy duże noże kuchenne z klingami o bardzo zbliżonym kształcie i geometrii, wykonanymi z tej samej stali. Trzymanie ostrości przy typowych pracach kuchennych dwóch z nich jest porównywalne, natomiast trzeciego jest dużo gorsze i nie trzeba być szczególnym znawcą, by zauważyć różnicę. Wniosek jest oczywisty – producent po prostu spartaczył obróbkę cieplną. Można podsumować, aczkolwiek bardziej popularnie niż ściśle naukowo, że bywają stale lepsze i gorsze. Lepsze są naturalnie droższe, nie tylko jako materiał sam w sobie – dotyczy to głównie procesu ich obróbki. Jakość i skład stali ustawiają poprzeczkę, powyżej której trudno byłoby skoczyć, np. poprzez zaawansowaną i skrupulatną obróbką cieplną. Jednak doskonała stal nie oznacza jeszcze doskonałej klingi – klinga z lepszej stali może

Wszystko jednak ma dwie (co najmniej!) strony. Z jednej strony stale z wyższą zawartością węgla pozwalają wykonać klingi lepiej trzymające ostrość i rzadziej wymagające ostrzenia. Z drugiej strony ostrzyć je jest zauważalnie trudniej – ostrzenie wymaga wysokiej jakości narzędzi i odpowiednich umiejętności. Klinga wykonana z takiej stali jest bardziej krucha i mniej odporna na uderzenia, samo ostrze zaś – na obciążenia boczne. Tam, gdzie ostrze klingi ze stali z niższą zawartością węgla ugnie się, napotykając na swej drodze coś twardszego od siebie, ostrze klingi ze stali z wyższą zawartością węgla może się wykruszyć. Dlatego stale z wysoką zawartością węgla są przeważnie używane do wykonywania niewielkich kling, spuszczonych pod ostrym kątem ku cienkiemu, dobrze tnącemu, lecz mniej wytrzymałemu ostrzu. Na dłuższe, grubsze i cięższe klingi lepsze są stale z niższą zawartością węgla. Taka klinga, zwłaszcza spuszczona ku nieco grubszemu ostrzu, będzie ustępowała pod względem właściwości tnących klingom ze stali wysokowęglowych, natomiast wytrzyma bez szwanku pewne nadużycie w postaci rąbania. Będzie gorzej trzymała ostrość, lecz naostrzyć ją ponownie będzie łatwiej. Wykonanie klingi ze stali o prostszym składzie i z niższą zawartością węgla jest tańsze, gdyż takie klingi można wycinać za pomocą zwyczajnego wykrojnika i szlifować stosunkowo tanimi materiałami ściernymi. Proces ich obróbki cieplnej również jest zazwyczaj prostszy, a tym samym tańszy. Natomiast klingi ze stali o złożonym składzie i wysokiej zawartości węgla wymagają wycinania za pomocą lasera albo elektrodrążarki, co jest znacznie kosztowniejsze. Do ich szlifowania potrzebne są materiały ścierne najwyższej jakości, które szybko się zużywają. Obróbka cieplna takich stali to złożony proces przebiegający w sterowanych komputerowo piecach elektrycznych. O zahartowaniu takiej klingi na palenisku wiejskiej kuźni albo w przeciętnym zakładzie mechanicznym nawet mowy być nie może. Jest jeszcze kilka reguł, o których warto pamiętać, wybierając sobie nóż. Otóż nie ma całkowicie nierdzewnych stali – stal nierdzewna też ulega korozji, tyle że w znacznie mniejszym stopniu. Wśród anglojęzycznych pasjonatów noży krąży taki żarcik: „stainless means it stains less”, co można tłumaczyć jako „stal nierdzewna znaczy mniej rdzewna”. Rzeczywista wytrzymałość klingi na korozję zależy od mnóstwa czynników, nie tylko od składu stali. Stale o podobnym składzie są bardziej podatne na korozję, jeżeli są hartowane do wyższej twardości. Stale z mniejszą zawartością węgla są bardziej odporne na korozję. Jednak nie ma co przesadzać – nóż to nie endoproteza, nie zbiornik na piwo ani bojler. Megaodporność na korozję wcale nie jest obowiązkowo wymagana, chyba że ktoś zamierza stale używać noża podczas nurkowania w wodzie morskie

Wszystko jednak ma dwie (co najmniej!) strony. Z jednej strony stale z wyższą zawartością węgla pozwalają wykonać klingi lepiej trzymające ostrość i rzadziej wymagające ostrzenia. Z drugiej strony ostrzyć je jest zauważalnie trudniej – ostrzenie wymaga wysokiej jakości narzędzi i odpowiednich umiejętności. Klinga wykonana z takiej stali jest bardziej krucha i mniej odporna na uderzenia, samo ostrze zaś – na obciążenia boczne. Tam, gdzie ostrze klingi ze stali z niższą zawartością węgla ugnie się, napotykając na swej drodze coś twardszego od siebie, ostrze klingi ze stali z wyższą zawartością węgla może się wykruszyć. Dlatego stale z wysoką zawartością węgla są przeważnie używane do wykonywania niewielkich kling, spuszczonych pod ostrym kątem ku cienkiemu, dobrze tnącemu, lecz mniej wytrzymałemu ostrzu. Na dłuższe, grubsze i cięższe klingi lepsze są stale z niższą zawartością węgla. Taka klinga, zwłaszcza spuszczona ku nieco grubszemu ostrzu, będzie ustępowała pod względem właściwości tnących klingom ze stali wysokowęglowych, natomiast wytrzyma bez szwanku pewne nadużycie w postaci rąbania. Będzie gorzej trzymała ostrość, lecz naostrzyć ją ponownie będzie łatwiej. Wykonanie klingi ze stali o prostszym składzie i z niższą zawartością węgla jest tańsze, gdyż takie klingi można wycinać za pomocą zwyczajnego wykrojnika i szlifować stosunkowo tanimi materiałami ściernymi. Proces ich obróbki cieplnej również jest zazwyczaj prostszy, a tym samym tańszy. Natomiast klingi ze stali o złożonym składzie i wysokiej zawartości węgla wymagają wycinania za pomocą lasera albo elektrodrążarki, co jest znacznie kosztowniejsze. Do ich szlifowania potrzebne są materiały ścierne najwyższej jakości, które szybko się zużywają. Obróbka cieplna takich stali to złożony proces przebiegający w sterowanych komputerowo piecach elektrycznych. O zahartowaniu takiej klingi na palenisku wiejskiej kuźni albo w przeciętnym zakładzie mechanicznym nawet mowy być nie może. Jest jeszcze kilka reguł, o których warto pamiętać, wybierając sobie nóż. Otóż nie ma całkowicie nierdzewnych stali – stal nierdzewna też ulega korozji, tyle że w znacznie mniejszym stopniu. Wśród anglojęzycznych pasjonatów noży krąży taki żarcik: „stainless means it stains less”, co można tłumaczyć jako „stal nierdzewna znaczy mniej rdzewna”. Rzeczywista wytrzymałość klingi na korozję zależy od mnóstwa czynników, nie tylko od składu stali. Stale o podobnym składzie są bardziej podatne na korozję, jeżeli są hartowane do wyższej twardości. Stale z mniejszą zawartością węgla są bardziej odporne na korozję. Jednak nie ma co przesadzać – nóż to nie endoproteza, nie zbiornik na piwo ani bojler. Megaodporność na korozję wcale nie jest obowiązkowo wymagana, chyba że ktoś zamierza stale używać noża podczas nurkowania w wodzie morskie

czytaj więcej
BLISKO, CORAZ BLIZEJ
WILK



W NASZYM KRAJU WILKA NIENAWIDZONO LUB KOCHANO, ALE ZAWSZE OKAZYWANO MU RESPEKT. BO JEST UOSOBIENIEM TAJEMNICZOŚCI I DOSKONAŁEGO PRZYSTOSOWANIA DO DRAPIEŻNICTWA. STANOWI TEŻ SYMBOL SIŁY, WALECZNOŚCI, WOLNOŚCI I ODWAGI.
To zwierzę bardzo mądre, o niedoścignionej organizacji życia w stadzie, a także o niezwykłych umiejętnościach łowieckich. I tego człowiek mu zawsze zazdrościł. Chyba m.in. z tego powodu w 1955 roku, uchwałą ówczesnego rządu, podjęto akcję tępienia wilków. Za zabicie wilka myśliwy dostawał 1000 zł, za wybrane z gniazda szczenię – 200 zł; ówczesna średnia płaca miesięczna w przemyśle wynosiła 1100 zł, więc nie były to małe kwoty. Efekt był taki, że w latach 1956–1959 zastrzelono w Polsce 1435 tych zwierząt, a 300 otruto luminalem. Wiosną 1959 roku było już ich tylko 255. 40 lat później, w 1998 roku, wilka objęto całkowitą ochroną i ten stan trwa do dziś. Organizacje ekologiczne akceptują jego status prawny. Myśliwi sugerują, aby drapieżnik wrócił na listę zwierząt łownych, a hodowcy zwierząt gospodarskich wspierają ich w tych staraniach. Świat nauki jest za ochroną wilka, ale nie tak radykalną jak „zieloni”. Leśnicy t

Do 2011 roku zebrano 30 tys. danych o obecności wilków w różnych regionach kraju. Według nich największą ostoją tych drapieżników są Karpaty i Pogórze Karpackie, Roztocze oraz Lasy Włodawskie, Parczewskie i Sobiborskie. W Polsce północno-wschodniej wilki żyją w Puszczy Białowieskiej, Boreckiej, Augustowskiej, Knyszyńskiej, Rominckiej, Piskiej i w Lasach Napiwodzko-Ramuckich. Według IBS w 2011 roku – ostatnim, w którym prowadzono rzeczony projekt – mieliśmy w Polsce około 700 tych drapieżników. Ale rocznik GUS Ochrona środowiska z 2012 roku podawał, że w 2011 roku było ich 913 – najwięcej w województwach: podkarpackim (323), podlaskim (135) i lubelskim (130). Natomiast z rocznika GUS Leśnictwo z 2016 roku wynika, że od kilku lat populacja tego drapieżnika rośnie. W 2013 roku mieliśmy 1122 wilki, w 2014 – 1276, a w 2015 – aż 1484! Oczywiście każde gremium zainteresowane wilkiem komentuje te liczby na swój sposób i ma swoją wizję, i

Oczyma „zielonych” Ekolodzy stoją za wilkiem murem. Stefan Jakimiuk z Fundacji WWF Polska, kierownik projektu „Duże drapieżniki w Polsce”, potwierdza, że wilków przybywa. Na zachodzie kraju podjęto próby odtworzenia ich populacji, jednak dzieje się to wolno i byt tamtejszych zwierząt jest zagrożony. – W najbliższym czasie ochrona wilka powinna być utrzymana – uważa. – W zachodnich rejonach Polski niezbędne wydaje się udrożnienie korytarzy ekologicznych, bo coraz więcej wilków ginie pod kołami aut. W opinii Stefana Jakimiuka wilki nie są akceptowane tam, gdzie powodują duże straty wśród zwierząt gospodarskich. Dlatego Fundacja WWF Polska przekazała hodowcom z tamtych rejonów 120 pastuchów elektrycznych i 35 owczarków podhalańskich. – Wilki są sprzymierzeńcami lasu – twierdzi dr Sabina Pierożek, prezes Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”. – Ich obecność w środowisku sprawia, że spada intensywność żerowania zwierząt kopytnych, m.in. jeleni i saren, w uprawach leśnych i młodnikach. Straty powodowane przez wilki w stadach zwierząt gospodarskich, na co tak narzekają hodowcy, można – jak uważa – ograniczyć, wprowadzając ogrodzenia z pastuchami elektrycznymi, fladry (czerwone szmaty, których ten drapieżnik panicznie się boi) i psy stróżujące, np. owczarki podhalańskie. Szefowa organizacji, zajmującej się dużymi rodzimymi drapieżnikami (od ćwierć wieku wilkami) chciałaby, aby żyły we wszystkich większych polskich kompleksach leśnych. – Zwierzęta gospodarskie nie mają wykształconych mechanizmów obronnych, więc na hodowcach ciąży obowiązek ochrony inwentarza. Oni nie są w stanie wyeliminować strat w stu procentach – przyznaje Sabina Pierożek – ale mogą je do minimum ograniczyć. Jeśli wilki nasilają ataki na zwierzęta gospodarskie, za odpowiednią zgodą można je eliminować. Ale ich populacja jest mała i powinny pozostać pod ochroną. „Czy polowania na wilki to dobra metoda zarządzania ich populacją?” – pyta na stronie internetowej Stowarzyszenia dla Natury „Wilk” pani prezes, po czym w 17 punktach sama sobie odpowiada, dowodząc, że niedobra. Twierdzi m.in., że po kwerendzie prac naukowych opublikowanych w innych krajach jasne jest, że polowania nie powstrzymują kłusownictwa na wilkach – „odstrzały nie redukują naturalnej śmiertelności drapieżników, lecz dokładają się do niej i to w bardzo istotny sposób”. Utrzymuje, że selektywny odstrzał wilków jest praktycznie niemożliwy, ponieważ ten gatunek nie ma wyraźnie zaznaczonego dymorfizmu płciowego. Przekonuje też, że odstrzały powodują zaburzenia struktury socjalnej, bo większość wilków żyje w grupie rodzinnej, popularnie zwanej watahą. Odstrzał pary rodzicielskiej powoduje rozpad 85% tych grup. O ile w powyższych stwierdzeniach kryje się sporo prawdy, to w innych punktach autorka raczej rozmija się z prawdą. Dowodzi m.in., że pomi

Oczyma „zielonych” Ekolodzy stoją za wilkiem murem. Stefan Jakimiuk z Fundacji WWF Polska, kierownik projektu „Duże drapieżniki w Polsce”, potwierdza, że wilków przybywa. Na zachodzie kraju podjęto próby odtworzenia ich populacji, jednak dzieje się to wolno i byt tamtejszych zwierząt jest zagrożony. – W najbliższym czasie ochrona wilka powinna być utrzymana – uważa. – W zachodnich rejonach Polski niezbędne wydaje się udrożnienie korytarzy ekologicznych, bo coraz więcej wilków ginie pod kołami aut. W opinii Stefana Jakimiuka wilki nie są akceptowane tam, gdzie powodują duże straty wśród zwierząt gospodarskich. Dlatego Fundacja WWF Polska przekazała hodowcom z tamtych rejonów 120 pastuchów elektrycznych i 35 owczarków podhalańskich. – Wilki są sprzymierzeńcami lasu – twierdzi dr Sabina Pierożek, prezes Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”. – Ich obecność w środowisku sprawia, że spada intensywność żerowania zwierząt kopytnych, m.in. jeleni i saren, w uprawach leśnych i młodnikach. Straty powodowane przez wilki w stadach zwierząt gospodarskich, na co tak narzekają hodowcy, można – jak uważa – ograniczyć, wprowadzając ogrodzenia z pastuchami elektrycznymi, fladry (czerwone szmaty, których ten drapieżnik panicznie się boi) i psy stróżujące, np. owczarki podhalańskie. Szefowa organizacji, zajmującej się dużymi rodzimymi drapieżnikami (od ćwierć wieku wilkami) chciałaby, aby żyły we wszystkich większych polskich kompleksach leśnych. – Zwierzęta gospodarskie nie mają wykształconych mechanizmów obronnych, więc na hodowcach ciąży obowiązek ochrony inwentarza. Oni nie są w stanie wyeliminować strat w stu procentach – przyznaje Sabina Pierożek – ale mogą je do minimum ograniczyć. Jeśli wilki nasilają ataki na zwierzęta gospodarskie, za odpowiednią zgodą można je eliminować. Ale ich populacja jest mała i powinny pozostać pod ochroną. „Czy polowania na wilki to dobra metoda zarządzania ich populacją?” – pyta na stronie internetowej Stowarzyszenia dla Natury „Wilk” pani prezes, po czym w 17 punktach sama sobie odpowiada, dowodząc, że niedobra. Twierdzi m.in., że po kwerendzie prac naukowych opublikowanych w innych krajach jasne jest, że polowania nie powstrzymują kłusownictwa na wilkach – „odstrzały nie redukują naturalnej śmiertelności drapieżników, lecz dokładają się do niej i to w bardzo istotny sposób”. Utrzymuje, że selektywny odstrzał wilków jest praktycznie niemożliwy, ponieważ ten gatunek nie ma wyraźnie zaznaczonego dymorfizmu płciowego. Przekonuje też, że odstrzały powodują zaburzenia struktury socjalnej, bo większość wilków żyje w grupie rodzinnej, popularnie zwanej watahą. Odstrzał pary rodzicielskiej powoduje rozpad 85% tych grup. O ile w powyższych stwierdzeniach kryje się sporo prawdy, to w innych punktach autorka raczej rozmija się z prawdą. Dowodzi m.in., że pomi

czytaj więcej

kontakt / firma

mobile: +48/ 885 360 000,
tel./fax +48 42 213 33 34,
redakcja@magazynsezon.pl
www.magazynsezon.pl
www.facebook.com/MagazynSezon

SYMETRIO Sp. z o.o.
ul. 20 stycznia 145k,
95-200 Pabianice, Poland
Sąd Rejonowy dla Łodzi - Śródmieścia w Łodzi XX Wydział Gospodarczy
KRS: 0000401475
NIP: 727-278-48-06 | REGON: 101313620
Kapitał zakładowy spółki: 495.000,00 zł.